Odwiedź nas na

Sporty Walki

„Kształtowało mnie czterech trenerów”

Krzysztof Pucyk Junior (z lewej), Krzysztof Pucyk Senior (z prawej)/AP

Mając kilka lat przyglądał się jak trenował ojciec, kilka lat później zdobył pierwsze medale w kickboxingu. Dziś sam jest trenerem i chce kontynuować łukowskie tradycje sportów walki.

W Łukowie, jest duża różnorodność wśród trenujących sportów walki, a cała ta kategoria cieszy się niemałą popularnością. Mamy wielu trenerów i medalistów szeregu imprez ogólnopolskich i międzynarodowych. Jedną z ważniejszych lokalnie dyscyplin jest kickboxing. Twórcami tej dyscypliny w Łukowie byli Krzysztof Pucyk i Zenon Pawlikowski. Ten pierwszy „przywiózł” do Łukowa karate i szkolił tego drugiego. Wtedy przyszła moda na kickboxing. Dziś jednym z kickbokserów i trenerem młodego pokolenia tego sportu jest Krzysztof Pucyk Junior, syn prekursora tej sztuki w naszym mieście. Debiutujący szkoleniowiec opowiedział nam, o tym jak zaczęła się ta jego przygoda.

Arkadiusz Pogonowski Syn karateki i kickboksera, chyba nie miał wyjścia innego niż dalej podążać w kierunku sztuk walki?
Krzysztof Pucyk Junior – To u mnie zainteresowanie sportem było naturalne i dla mnie trening, był od małego czymś normalnym. A zaczęło się od mojego taty. On jako nastolatek jeździł do Siedlec, do Dariusza Izdebskiego by uczyć się karate, a do Warszawy na treningi kickboxingu. Według tego co wiem były to w ogóle początki tej sztuki walki w Polsce. To co wynosił z treningów, przywoził do domu, na lokalne podwórko. Babcia zawsze podczas świąt opowiadała, że tata wracając do domu, szedł do komórki, gdzie zrobił sobie amatorski worek do ćwiczeń i potrafił spędzać tam kilka godzin dziennie, trenując i robiąc notatki. Zaczął ćwiczyć z kolegami, bo wtedy żyło się „Wejściem Smoka” Bruca Lee. Tak znam to z opowiadań. Tata zaczął trenować karate pana Zenka Pawlikowskiego. Wraz z innymi zaczęli budować nową sztukę walki jaka również pojawiła się w Polsce, czyli kickboxing. Trenowali i zdobywali pierwsze medale dla Łukowa w tych dyscyplinach i zaczęło się wtedy tworzyć całe te środowisko karate i kickboxingu. Ja urodziłem się, jak już to wszystko trwało i działo, nasiąkałem wręcz tym sportem, całe swoje dzieciństwo, i aż trafiłem jako 8-latek do pana Zenka.

– No właśnie przechodzimy tutaj do Twoich początków, już trenowania kickboxingu? Pierwszym oficjalnym Twoim trenerem został Zenon Pawlikowski?
– Tak, dokładnie. Wiadomo podpatrywałem treningi taty i jego podopiecznych, ale tutaj zaważyła kwestia mojego młodego wówczas wieku. Chciałem żeby tata mnie przyjął, ale pewnego dnia tata powiedział – dobra Junior idziesz na trening. Byłem prze szczęśliwy, pamiętam jak jechaliśmy z Rafałem Goławskim na trening w „maluchu” a ja miałem na sobie koszulkę i spodenki Realu Madryt. Zobaczyłem jak trenują i ćwiczą podopieczni pana Pawlikowskiego – pomyślałem ja też tak chcę. Tata często przyglądał się moim poczynaniom, i wracając do domu starał mi się dawać jeszcze wskazówki, co mam poprawiać. Także miałem podwójną moc lekcji kickboxingu – pan Zenek, który jest dla mnie nadal bardzo ważny i którego niezwykle szanuje za to, że mogłem być częścią jego drużyny i tego czego mnie nauczył. No a w domu swoją wiedzę dokładał tata.

– A pamiętasz swoje pierwsze zawody i swój pierwszy klub?
– To były bodajże Otwarte Mistrzostwa Polski, a ja startowałem w kategorii do 30 kilogramów (śmiech). Byliśmy takimi chudymi chłopakami, że rękawice były większe od postury, głowy. Pan Pawlikowski sekcję tej naszej młodzieży w PTS Łuków, uczynił jedną z mocniejszych ekip w Polsce. Były dziewczyny Kaśka Karwowska, Anka Maksim, gdzie w swoich kategoriach były jednymi z najlepszych. Wśród chłopaków byłem ja, Jakub Imanow, Karol Goławski, Rafał Goławski, Maciek Królik. Jak jeździliśmy na zawody mieliśmy obstawioną praktycznie każdą kategorię. Jeździliśmy na wiele zawodów, i mieliśmy sporo osiągnięć indywidualnych, ale i ta nasza drużyna często była wyróżniana. Przypomniała mi się historia, jak wygraliśmy zawody wspólnie z Kubą Imanowem, a wtedy wchodziły telefony komórkowe z klapką, kolorowym wyświetlaczem, z aparatem. Czyli dla nas wtedy rzeczy nieosiągalne. Zdobyliśmy pierwsze miejsce gdzie sponsorem była firma produkująca komórki. Jak staliśmy na podium widzieliśmy, że pierwsze miejsca otrzymują reklamówki sponsora, wtedy już takie myśli o pierwszym swoim telefonie się narodziły. Otwieramy pudełka w jakich zwykle zapakowane są telefony, a tam…kubek. Popłakaliśmy się, ale do tej pory mam ten kubek 🙂

– Nieco podrosłeś i poszedłeś trenować do Pucyka Seniora. Jak byś porównał styl trenowania u dwóch szkoleniowców?
– No tutaj pan Pawlikowski i tata bardzo się różnią. To co różniło w stylu walki, to to że sekcja i lekcje Pana Zenka ukierunkowane są na klasyczny kickboxing, a Pucyk Senior trenuje kickboxing ukierunkowany w strone K-1. Pan Zenek podnosił głos, ale przede wszystkim słownie nas poprawiał i wskazywał jak ma to wyglądać. Będąc już starszy i jak trenowałem u taty, to było wskazanie niedoskonałości czy błędów poprzez sygnalizowany cios w to miejsce, którego pozycję należy poprawić. Trener Pawlikowski bywał ostry i dawał kary, ale przy tym kształtował nas, można powiedzieć życiowo. Mój tata traktował to nieco inaczej, krótka piłka – nie podoba Ci się, no to do widzenia. Jak siedziałem nieraz w kącie sali, zapocony, zmęczony, z jakimś urazem – tata podchodził i mówił – taki jest nasz sport, musisz być twardy. Nie raz, nie chciałem iść na trening, ale tata mówił, że dziś będzie lepiej, zobaczysz coś nowego. Wtedy też, duży wpływ na mnie, mojego charakteru, jak i sportowe umiejętności wywarł trener Namig Imanow, kolega taty, i ojciec mojego przyjaciela. Pan Namig też kickboxingiem zajmuję się od lat, pewnie tyle co ja mam w sumie, jak nie więcej. Zawsze starałem się i staram brać przykład z lokalnych twórców kickboxingu, nie szukając daleko, to już się może powtórzę, ale przede wszystkim te osoby miały wpływ na moją sportową przygodę – tata Krzysztof, pan Pawlikowski, pan Imanow, a także Jacek Mojski. A wracając do tego samoistnego zawieszenia rękawic – chodziłem dalej, ale pewien zastój w treningach się przydarzył, szczególnie w klasie maturalnej, gdzie trzeba było się przygotowywać i uczyć, bo chciałem iść na studia AWF.

– I podjąłeś studia na warszawskim AWF-ie, ale?
– Poszedłem na studia i rok czasu bez kickboxingu było dla mnie ciężkim przeżyciem. Próbowałem chodzić na treningi gdzieś w Warszawie, ale dla mnie to nie było to. To nie była nasza śmierdząca sala, tam nie było trenera taty. Było to dla mnie dziwne, inne bo od małego inaczej wzrastałem w tym sporcie. Żeby coś robić, zapisałem się na siłownie. Trenowałem też z kolegą ze studiów, zapaśnikiem. On mnie czegoś nauczył, ja jego. Na studiach pokłóciłem się z jednym z profesorów, i postanowiłem, że wrócę do Łukowa – i dalej będę trenować, ale i zacznę pracować. Wtedy też zacząłem robić sobie kursy instruktorskie – trenera personalnego, instruktora siłowni czy ratownika wodnego.

– To jaki plan na swoją przyszłość – zawody czy praca?
– Chyba do zawodów już nie wrócę, zawsze jest to utrata jakiegoś zdrowia. Mam kilka kwalifikacji poświadczonymi dyplomami i będę chciał to wykorzystać. Będę chciał wrócić na studia, te umiejętności co mam już teraz pozwolą mi podjąć pracę odpowiednią i pozwalającą uczyć się, ale i zarabiać przez okres studencki. Kilka miesięcy temu trafiła się propozycja bycia trenerem kickboxingu w jednej z siłowni. Oczywiście konsultowałem to z tatą, Pozytywnie to odebrał i chyba się cieszył, że w stronę sportu, jego sportu, poszedł też jego syn. Mam grupę kilkunastoosobową i na prawdę są tam osoby, które się wyróżniają, są kobiety które mają tą żyłkę kickbokserki. Mam pracę, robię to czym żyje od małego, a w tym roku jest postanowienie powrotu na studia.

– No to z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, tego Ci życzę. Realizacji zamierzeń, zdrowia oraz szczęścia w życiu prywatnym. Dzięki serdeczne za rozmowę.
– To ja bardzo dziękuję, za to że mogłem się podzielić historią mojej przygody ze sportem. A z okazji Wielkanocy, wszystkim czytelnikom Sport.Lukow.pl i kibicom łukowskiego kickboxingu, wszystkiego dobrego na święta, rodzinnej atmosfery i pomyślności w życiu prywatnym i zawodowym.

Delegacja KMSW Łuków (sekcji Pucyka Seniora) podczas wręczenia podziękowań od władz miasta.

Kliknij aby skomentować

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Najnowsze Komentarze

Więcej w Sporty Walki